Kolejny tydzień pełen wrażeń, przygód, nowych rzeczy. Chcąc skorzystać z zimy Xs musiała wybrać się na stok. Kilkanaście lat jeżdżenia na nartach dało się we znaki- nadszedł czas na zmiany. Być może też dlatego, że moje wystające kostki w zetknięciu z masywnym, twardym butem narciarskim sprawiały nieprzyjemny ból i odbierały komfort jazdy. Tym razem spróbowałam jazdy na desce snowboardowej. Zaczęło się przyjemnie. Wygodne buty, niezbyt ciężka deska, bardzo miły, zabawny i przystojny instruktor...to trwało tylko chwilę. Na wyciągu jeździć nie umiem..więc trzeba było zaiwaniać z tą deską na górę (dobre i tyle, że ta szkolna górka nie była taka wysoka). Jak udało się już wejść na szczyt, trzeba się było wpiąć w deskę (nie było to proste, a zadyszka po wdrapaniu na górę nie ułatwiała sprawy). Na sam koniec jazda...mój tyłek bardzo blisko poznał ten stok...można by nawet powiedzieć, że miał z nim większą styczność niż wypożyczony sprzęt. Na szczęście te wszystkie upadki były niezłą zabawą i wieloma wybuchami śmiechu, zarówno przeze mnie, jak i przez mojego instruktora. Po jakiś dwóch godzinach wspinania się na stok i prób zjeżdżania, udało mi się opanować (mniej więcej) na czym to polega. Byłam z siebie tak dumna, że nie przeszkadzały mi nawet nabite siniaki, obdarcia, czerwone kolana i tyłek. (Poza tym, na ciele Xs zazwyczaj spotyka się takie rzeczy, bo ktoś w nią wejdzie, zaatakuje ją ściana, czy drzwi...). Snowboard tak mnie wciągnął, że rodzice postanowili kupić mi mój własny sprzęt. ♥

Będąc w Polanicy udało mi się odkryć świetną restaurację z przepysznym jedzeniem. Szczególnie jedna z sałatek przypadła mi do gustu. Nawet ceny (naprawdę xl) nie odwiodły mnie do pójścia tam kolejny raz.

Następną stacją była stolica..a tam basen i istne szaleństwo. Natryski, wszystkie inne wodne atrakcje i sauna były przeze mnie wypróbowane i opanowane. Dopiero po całym szaleństwie pojawił się problem, jak zmyć ten chlor z włosów. Zrobiły się tak sztywne, że ledwo można było je ujarzmić (ale w końcu się udało).
Po basenie przyszedł czas na zaznanie pewnej ilości wiedzy w Muzeum Powstania Warszawskiego (historia nie może czekać na humanistę). Udało mi się zebrać cały kalendarz od 27 lipca 1944 aż do 5 października tego samego roku. Dodatkowo różne notatki z pewnych operacji wojskowych. Jak się jest w Warszawie, koniecznie trzeba tam zajrzeć...co prawda..dzikie tłumy Niemców, Anglików, Francuzów i ludzi innych narodowości mogą odstraszać, szczególnie Xs. Zniknęłam w tłumie na tyle, że moi rodzice zaczęli mnie szukać, a znaleźli mnie przemykającą pomiędzy dwoma wielkoludami, którzy nie zważając na nic atakowali swoimi cielskami pozostałych zwiedzających.
Następny dzień i jazda na łyżwach na stadionie. Ani razu nie upadłam, z czego wiele razy spowodowałam upadek..musiałam wyglądać naprawdę zabawnie tańcząc na lodzie, próbując złapać równowagę (ale co tam..i tak nikt mnie tam nie znał).
Kolejny tydzień zwiedzania różnych miejscowości zaliczony. Czas się ulokować w pokoju, z książką i herbatką, gdzie nikt mnie przez przypadek nie nadepnie, nie wejdzie we mnie, mówiąc, że mnie jakoś nie zauważył.
Trzymajcie się ;**
Wasza Xs

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz