poniedziałek, 28 marca 2016

Po długiej przerwie.....

Brak czasu to chyba największy wróg osób,ktore chcą coś osiągnąć , zrobić coś nowego. Jak widać okazał sie też największym wrogiem 2 kobietek,ktore chciały poprowadzić swoj blog. Walka sumo miedzy brakiem czasu, a dziewczyna XL nic nie dało. Chowanie sie przed nim XS w najmniejszych kątach, również nie okazało sie skuteczne.
Do czwartku mogłam wymawiać się szkołą, bo faktycznie jest ona bardzo absorbująca. No ale w koncu mamy wolne ... Szczerze mówiąc nie wiem kiedy i na czym moje wolne rozpłynęło się. Oczywiscie człowiek poplanował patę rzeczy, ale jak to z planami bywa .... W czwartek wychodząc z domu o 9 nie zdawałam sobie sprawy, ze wroce do niego dopiero po 17. Najpierw wizyta u kosmetyczki , to wiadomo czysta przyjemność :) a potem się zaczęło uciekł mi autobus, dotarłam spóźniona do babci, gdzie musiałam umyć okna, a na koncu musiałam jeszcze zrobic zakupy. Uwierzycie mi, ze po wszystkim byłam wykończona. Miłym akcentem tego dnia był fakt,że dotarła do mnie moja torebka - moje dosyć spore tousowe szczęście :)
Piątek był to czas sprzątania, zakupów :)
Sobota wiadomo święcenie, potem kuchnia . Ukazałam swój kulinarny talent, co prawda głownie wspomagany przez thermomix.
Niedziela nie musze Wam mowic na czym zleciała. Wyszłam z domu o 11 wróciłam o 23 i gdzie podziały sie te wszytskie godziny. W koncu teraz w lany poniedziałek znalazłam moment, dosłownie moment bo musze szykować sie do kościoła :)
Ten post miał byc takim moim usprawiedliwieniem i informacja ,że żyje. Myślę,że niedługo pojawi sie tu kolejny mojego autorstwa
Trzymajcie sie
Wasza XL

środa, 16 marca 2016

Wyjazd, brak czasu, nauka, smakołyki- czyli życie Xs

Hej Wam! :D
Okres trudnych prac, wysiłku umysłowego i fizycznego, brania udziału w konkursach już za mną :D jeszcze tydzień do świąt, do upragnionego odpoczynku (który i tak będzie zakłócony mnóstwem nauki). Ostatnio cały weekend spędziłam w górach, a pomimo tego, że na stoku grzęzło się w błocie i tak udało mi się poobijać się, próbując jeździć na desce. Oscypki, mądrzy znajomi rodziców, masa dobrych obiadów i wizyta w pijalni czekolady ❤...szkoda, że to już minęło. Od razu w poniedziałek czekał mnie sprawdzian z idiomów i przymus pisania pracy na niemiecki. Ogrom nauki tak mnie przygniótł, że czułam się jakby mnie wypchnięto z 8piętra..więc kiedy Xl zaczęła sezon fit, Xs musiała siedzieć i wkuwać, nie mogąc nic się poruszać :(. Całe szczęście, że pozytywny nastrój wrócił, dzisiaj luźniejszy dzień, wybieram się na aktywną kobietę i mam nadzieję, że Xl mi potowarzyszy :D.  Wpadłam na pomysł otwarcia sezonu fit, więc mam zamiar relacjonować Wam wszystkie nasze postępy, jak myślicie? Uda się nam żywić zdrowo do wakacji? Bo ja wiem, że nie..te wszystkie słodkości, pyszne rzeczy tak przyciągają..mimo, że aż tak nie przepadam za jedzeniem, to jak zobacze coś, co tak pięknie wygląda, to nie mogę się temu oprzeć :D. 
Po długiej przerwie niepisania, mam nadzieję, że posty będą się tu pojawiać częściej. 



Trzymajcie się ;**
Wasza Xs




piątek, 4 marca 2016

Koniec tygodnia- czas na ćwiczenia :D

Hej Wam! ;)
Dzisiaj kochany piątek, kiedy wreszcie znajduje się chwila na relax...ale to nie o odpoczynku będzie ten post. Ten post będzie oo...ćwiczeniach :D. Właśnie w piątek, kiedy wreszcie mam czas, lubię sobie poćwiczyć.
Wyciągam z kąta przy lustrze matę, zakładam zniszczone częstym zakładaniem sportowe buty (które jako jedyne ze wszystkich mnie nigdy nie obtarły), biorę ciężarki, włączam muzykę i zaczynam trening.
 Nie robię jakiś skomplikowanych ćwiczeń, nie ćwiczę ze sławną, pomocną Chodakowską, tylko sama sobie wymyślam, co będę ćwiczyć. Czasem włączam sobie Mel B. Jest tak pozytywna i powoduje w ciele tak przyjemny ból (paradoks), że aż się chce z nią ćwiczyć. Podczas ćwiczeń albo łapie mnie niesamowita motywacja i nie chce kończyć, albo wyklinam to, że wcześniej zachciało mi się poruszać, ale nie mogę przestać...jestem zbyt uparta. Różnie to się odbywa, ale zawsze po ćwiczeniach czuję drżenie mięśni, nagłe osłabienie i ogromną satysfakcję. Po treningu jestem spocona jak nie wiem i czerwona jak burak, więc wstyd się gdziekolwiek pokazać. Nie wiem co jest nie tak, ale choćbym przebiegła po kilku stopniach już moja twarz wygląda jak pomidor :P. Ćwiczę zazwyczaj 3,4 razy w tygodniu, na więcej nie mam czasu, co środę odwiedzam Fabrykę Ruchu i chodzę na ćwiczenia...potem zmykam do domu, dziękując, że dziewczyna Xs (zwłaszcza po ciemku) nie rzuca się w oczy. 
Piątki to dla mnie dzień słodyczy...może nie każdy, ale większość. Zjadłam dzisiaj tyle, że ledwo mi się pomieściło, więc jak zwykle złapały mnie wyrzuty sumienia i ochota na ćwiczenia. 
 To było tak dobre...ale teraz jak na to wszystko patrze, to aż mi się robi niedobrze...nadal się zastanawiam, jak mi się to wszystko w brzuchu pomieściło. 
Teraz po treningu idę się zrelaksować, obejrzeć Hobbita (chyba leci na tvn).
A Wasze piątki? treningi? jak to u Was wygląda?
Trzymajcie się ;**
Wasza Xs

Piąteczek !!!

Udało się!!! Zdążyłam do Was napisac uff... ciągłość maratonu zachowana :) Piątek - weekendu początek,jak określiła to  w swoim maratonie nasza kochana XS. Ja dzisiaj zdołałam pójść do szkoły, chociaż moj brzuch nie jest ten sam :(  Ryżanki i chrupki kukurydziane to moja codzienność ostatnio. Dzisiaj 8-15:15 dzień, jak codzień :) Zaczęło sie językowo angielski, francuski, potem troche na poważnie,czyli biologia, następnie pierdoły typu pp czy his,a na koniec dwie matmy . Serio,czy ci nauczyciele naprawdę myślą ,ze o godzinie 15 da się myślec o trygonometrii... No błagam Was :( W końcu po całym dniu znalazłam sie w domu. Chwila odpoczynku i lecę na urodziny kolegi. Rok osiemnastek to chyba najlepszy rok w całym życiu. Dzisiaj co prawda wrócę troche wcześniej niż zwykle, bo jutro pracowity dzień przed mna,a poza tym z nieswoim brzuchem nie da sie dobrze bawić :)  Jeśli chodzi o pozytywy dzisiejszego dnia, w końcu stałam sie dumnym posiadaczem Obaga :) Dokładnie tego,ktorego upatrzyłam sobie w Zakopanym , lecz moja decyzyjność i organizacja spowodowały, że dopiero dzisiaj go dostałam :)
Macie jakieś plany na piątek ?
Widzimy się jutro :)

czwartek, 3 marca 2016

No.2

Dzień dobry :)
Ja juz powoli wracam do żywych, jest coraz lepiej. Myślę,że jutro bedzie juz dobrze. Tak jak mówiłam w poprzednim poście dzisiaj znacznie mniej leniwie spędziłam dzień. Jest juz prawie godzina 19, a ja mam zrobione juz lekcje i siedze i ogladam kwalifikacje do jutrzejszych skokow narciarskich. W powietrzu wyczuwam juz weekend, co prawda nie napracowałem się jakos strasznie w tym tygodniu haha :D ale czekam na niego bardzo bardzo . Plany: troche luzu, troche pracy, troche sprzątania, korki z matmy, troche imprezowania,troche spotkań  weekend jak weekend :) o szczegółach opowiem Wam, już jutro.
Jakby wyglądał mój dzień, gdyby nie fakt że jestem chora ? Szkołę zaczęłabym o 8, a skończyła o 16:30. Po drodze czekalby na mnie sprawdzian z polskiego i matmy ... -,- ominęły mnie teraz ale co sie odwlecze to nie uciecze :(
Lecę, zostawiam Was z Justinem Bieberem . Jestem jego antyfanką,ale musze powiedzieć,ze ostatnie pisoenki ma świetne
Wasza XL

środa, 2 marca 2016

Czwartkowa środa :)

Hej :)
Maraton z postami przez cały tydzień wymaga od mnie duzo samozaparcia i motywacji.niestety obydwu tych elementów mi brakuje. Cieżko jest pisać codziennie, gdy ma sie na głowie inne obowiązki. Dzisiaj mam nadzieje,ze pojawią sie tu dwa posty 1. Opowiadający o moim wczorajszym dniu i 2. o dniu dzisiejszym .
Wczoraj nadal moje zwolnienie chorobowe trwało ( dziś zreszta też). Problemy żołądkowe wygrywają ze mna zawsze. Od pewnego czasu mam bardzo słaby żołądek zjedzenie czegoś tłustszego, bardziej ostrego, albo z duża ilością mleka powodują od razu mniejsze lub większe problemy. Gdy dopada mnie juz takie cholerstwo nie mogę nic przełknąć, nie mam na nic apetytu. Jak na dziewczynę XL to dość interesujący ( dziwny )  fakt :D Od wtorku moimi sprzymierzeńcami sa chrupki kukurydziane bezglutenowe, ciepła woda,mięta  oraz niezawodna coca-cola. Wiadomo niezdrowa, tucząca ale w problemach żołądkowych nic tak nie pomaga jak ona. Wczorajszy dzień rozpoczął sie wcześnie ponieważ myślałam,ze jednak pojde do szkoły. Ból okazał zię trochę silniejszy, wiec dom to było jedyne dobre rozwiazanie.Tak wiec dzień spędziłam leżąc w łożku, oglądając tv, śpiąc ... Żyć nie umierać , mozna powiedzieć .... No nie do końca, nie wtedy, kiedy ból wypruwa Ci żołądek. Popołudniu wielkimi krokami przyszły obowiązki , przepisywanie lekcji i te sprawy. Wieczór, jak kazdy inny, spędziłam oglądając swoje ulubione seriale :) Dzisiaj znaczni mi lepiej, wiec myślę,że jutro pójdę do szkoły i zrealizuje swoje piątkowe wieczorowe plany :D dlatego dzis nie bedzie juz tak leniwie, o nie dzisiaj znow zaczynam akcje przepisywania lekcji z dni poprzednich i uczenia sie na jutro :)
Miłego dnia <3
Wasza XL

wtorek, 1 marca 2016

Wystarczy jedna serwetka i już człowiek się uśmiecha...

Hej Wam! :)
Na zegarze godzina 3.25 a ja nie śpię, chociaż jutro mam na 7... Jakieś 5 minut temu udało mi się skończyć czytać "Potop". Wciągnęła mnie ta książka, ale 3 niepełne dni na przeczytanie jej to zdecydowanie za mało. Dzisiaj w szkole był występ jakiegoś magika..Traktował nas jak małe dzieciątka..ale robił to w taki sposób, że wyszłam po 30minutach. Po szkole trzeba było wsiąść w małego, pełnego ludzi busa i wlec się na 2 godziny niemieckiego...myślałam, że tam usnę, ale tyle ludzi mnie gniotło, że nie dało się choćby oczu przymknąć, tylko walczyć o przetrwanie.


Następnie wymordowana po całym dniu poszłam do Mc'a, żeby poczekać, aż ktoś po mnie przyjedzie, bo busów już nie było. Zamówiłam sobie kawę (XL) i frytki (XS) i zaszyłam się z "Potopem" w kąciku przy stoliku. Koło mnie siedziało kilku chłopaków, ale jakoś nie przyciągnęli mojej większej uwagi...ale, wychodząc, jeden z nich podszedł do mnie (ja podejrzliwa, że chce mi coś ukraść, czy coś) i dał mi serwetkę, na której napisane było "uśmiechnij się". Pierwszy raz zdarzyła mi się taka sytuacja, więc banan na twarzy, suszę ząbki, a gość jakby się rozpłynął w powietrzu. Nawet dokładnie mu się nie przypatrzyłam..ale udało mu się poprawić mi humor. 

Teraz sama nie wiem czy opłaca mi się iść spać...i tak za 3 godziny trzeba wstać, a zanim się umyje, coś zjem to już będzie 4. No cóż..raz się żyje, trzeba wszystkiego w życiu próbować,, co często się opłaca (np. temu chłopakowi z Mc'a). 
Xl biedna chora, a ja się jakoś trzymam, chociaż pogoda paskudna i wolałabym owinąć się w naleśnika kołdrą niż wystawiać chociaż kawałek buta za drzwi. Jednak trzeba wziąć się w garść i z prawdziwym czy sztucznym uśmiechem robić to co się musi (czasem w trakcie sztuczny uśmiech potrafi zmienić się w prawdziwy ;).)

Trzymajcie się :**
Wasza Xs

Przymusowe wolne .... Wolałabym juz szkołę

Hej :)
Nie, pora mi sie nie pomyliła i nie nie piszę do Was ze szkoły. Choroba wygrała , a moj żołądek przegrał. I tak oto leżę w łożku, ratując sie nospą i miętą. Pogoda jest okropna, nie pomaga mi w ładowaniu akumulatorów. U mnie pada deszcz, jest szaro.Nie wiem czy tylko na mnie pogoda ma taki wpływ. Gdy świeci  słonko od razu chce mi sie żyć. Lubię deszcz, bo uważam ,ze jest potrzebny, ale gdy pada on nieustannie od paru dni, a słonko zapomniało o moim miescie jest mi bardzo cieżko.  razie staram sie zwalczyć okropny ból brzucha , a musze sie spieszyć bo o 15:15 czeka mnie 1,5 godziny wspaniałych korków. Nie chodzę na nie sama, wiec odwołanie jest dosyć trudne :(
Nie chce Was zanudzać, poza tym chyba musze przespać sie trochę, bo na razie nie daje rady z bólem. Trzymajcie sie :)
Wasza XL