Do czwartku mogłam wymawiać się szkołą, bo faktycznie jest ona bardzo absorbująca. No ale w koncu mamy wolne ... Szczerze mówiąc nie wiem kiedy i na czym moje wolne rozpłynęło się. Oczywiscie człowiek poplanował patę rzeczy, ale jak to z planami bywa .... W czwartek wychodząc z domu o 9 nie zdawałam sobie sprawy, ze wroce do niego dopiero po 17. Najpierw wizyta u kosmetyczki , to wiadomo czysta przyjemność :) a potem się zaczęło uciekł mi autobus, dotarłam spóźniona do babci, gdzie musiałam umyć okna, a na koncu musiałam jeszcze zrobic zakupy. Uwierzycie mi, ze po wszystkim byłam wykończona. Miłym akcentem tego dnia był fakt,że dotarła do mnie moja torebka - moje dosyć spore tousowe szczęście :)
Piątek był to czas sprzątania, zakupów :)
Sobota wiadomo święcenie, potem kuchnia . Ukazałam swój kulinarny talent, co prawda głownie wspomagany przez thermomix.
Niedziela nie musze Wam mowic na czym zleciała. Wyszłam z domu o 11 wróciłam o 23 i gdzie podziały sie te wszytskie godziny. W koncu teraz w lany poniedziałek znalazłam moment, dosłownie moment bo musze szykować sie do kościoła :)
Ten post miał byc takim moim usprawiedliwieniem i informacja ,że żyje. Myślę,że niedługo pojawi sie tu kolejny mojego autorstwa
Trzymajcie sie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz