Dzisiaj kochany piątek, kiedy wreszcie znajduje się chwila na relax...ale to nie o odpoczynku będzie ten post. Ten post będzie oo...ćwiczeniach :D. Właśnie w piątek, kiedy wreszcie mam czas, lubię sobie poćwiczyć.
Wyciągam z kąta przy lustrze matę, zakładam zniszczone częstym zakładaniem sportowe buty (które jako jedyne ze wszystkich mnie nigdy nie obtarły), biorę ciężarki, włączam muzykę i zaczynam trening.
Nie robię jakiś skomplikowanych ćwiczeń, nie ćwiczę ze sławną, pomocną Chodakowską, tylko sama sobie wymyślam, co będę ćwiczyć. Czasem włączam sobie Mel B. Jest tak pozytywna i powoduje w ciele tak przyjemny ból (paradoks), że aż się chce z nią ćwiczyć. Podczas ćwiczeń albo łapie mnie niesamowita motywacja i nie chce kończyć, albo wyklinam to, że wcześniej zachciało mi się poruszać, ale nie mogę przestać...jestem zbyt uparta. Różnie to się odbywa, ale zawsze po ćwiczeniach czuję drżenie mięśni, nagłe osłabienie i ogromną satysfakcję. Po treningu jestem spocona jak nie wiem i czerwona jak burak, więc wstyd się gdziekolwiek pokazać. Nie wiem co jest nie tak, ale choćbym przebiegła po kilku stopniach już moja twarz wygląda jak pomidor :P. Ćwiczę zazwyczaj 3,4 razy w tygodniu, na więcej nie mam czasu, co środę odwiedzam Fabrykę Ruchu i chodzę na ćwiczenia...potem zmykam do domu, dziękując, że dziewczyna Xs (zwłaszcza po ciemku) nie rzuca się w oczy. Piątki to dla mnie dzień słodyczy...może nie każdy, ale większość. Zjadłam dzisiaj tyle, że ledwo mi się pomieściło, więc jak zwykle złapały mnie wyrzuty sumienia i ochota na ćwiczenia.
Teraz po treningu idę się zrelaksować, obejrzeć Hobbita (chyba leci na tvn).
A Wasze piątki? treningi? jak to u Was wygląda?
Trzymajcie się ;**
Wasza Xs


jakie pyszności *-* wytrwałości w treningu :)
OdpowiedzUsuńmój blog
konkurs fotograficzny